I

ROZDZIAŁ I

                W bujnym, zielonym lesie nad lazurowym, przejrzystym jeziorem, w którym żyje mnóstwo ryb i roślin, na środku małej polanki, na którą przybywają zwierzęta z lasu, rośnie wielkie drzewo. Rozwija się i wzrasta w blaskach księżyca. Co noc iskry z nieba wnikają do liści, napełniając je magicznym pyłem. Ma szeroki pień, a w środku tunel prowadzący w głąb ziemi. Jego kwiaty i owoce mienią się we wszystkich kolorach tęczy, jego blask oświetla cały las. Zwierzęta czujące niepokój biegną do niego aby uchroniło je od zła. Lecz jeśli chodzi o krąg życia, to nie można tego uniknąć. Muszą pogodzić się ze swoim losem i przeznaczeniem. Człowiek, stojąc przy nim czuje wokół siebie zaczarowaną aurę, która oczyszcza umysł ze wszystkich problemów, zwątpień. Poznajesz siebie, w głębi duszy dowiadujesz się niezwykłych rzeczy o sobie, wspominasz najważniejsze wydarzenia w swoim życiu. Uważasz, że twoje istnienie na świecie to baśń, niekończąca się na wieki. Masz wrażenie, że jesteś otwartą księgą na wszystko! Siedząc w jego cieniu wiesz co wydarzy się jutro, rozmyślasz o przyszłości i wierzysz w siebie. Nareszcie wiesz, gdzie jest Twoje miejsce na Ziemi. Poznajesz powołanie, do którego zostałeś stworzony. Posiadasz natchnienie do tworzenia, nabierasz odwagi, do robienia rzeczy niemożliwych. Przemieniasz się w osobę pewną siebie i ciesząca się ze swojego życia. Twoje myśli wnikają do drzewa, ono poznaje historię Twojego istnienia. Tutejsi ludzie mówią, że nimfy, które przybyły ze swojej krainy napisały w środku pnia słowo „Paradise”. Użyły fioletowego pyłu, oznacza on, że niedługo przybędzie ktoś kto pokona Mroczną Magię. Słowo oznacza niebo więc życie, które jest w ziemi może przestać istnieć, jeśli nie pojawi się ta wybrana osoba.
Tak samo było z Alexis. Od małego była nieśmiała, sama bawiła się w przedszkolu, wymyślała sobie przyjaciół. Nie dzieliła się wrażeniami z innymi. Będąc w Hiszpanii relaksowała się na plaży, wśród kojącego szumu morza. Gorący piasek przesypywał się między jej palcami, fale przynosiły wiele muszelek i bursztynów, z których robiła bransoletki i naszyjniki. Od siedmiu lat zawsze nosi łańcuszek ze złotym bursztynem, który zrobiła jako dziesięciolatka ze swoją mamą gdy były na Wyspach Kokosowych nad Basenem Kokosowym oraz zrobiły swoje rzeźby głów z kokosów (Ocean Indyjski, na Północny zachód od Australii). W pamiętniku zapisywała swoje pomysły, złote myśli oraz opisywała swoje fantazyjne dzieła. Robiła dziennik swoich podróży, przeżyć i wklejała zdjęcia z tych miejsc. Posiada już duży kolaż, który ciągle się zapełnia.

CZWARTEK, 4.12.2003   „Dzień jak co dzień, lecz niekoniecznie”
Wróciłam jak zwykle ze szkoły. Idąc ulicą oświetloną milionem latarni z ozdobami świątecznymi i białym puchem dokoła, miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Lecz gdy spojrzałam się do tyłu nie było tam nikogo, tylko na wietrze powiewała kartka. Podeszłam do drzewa i zdjęłam ją. Cała była w płatkach śniegu, napis był trochę rozmazany od wilgoci, lecz udało mi się przeczytać treść. Jak się później okazało była to jakby wróżba. Usuwając zamarzniętą wodę zauważyłam, że była zaadresowana do niejakiej Jadwigi Noskowskiej. Zdecydowałam, że wręczę ją do odbiorcy. Na początku tekst napisany na kartce w ogóle mnie nie interesował, ponieważ nie lubię wtrącać się w nie swoje sprawy. Jednak okazało się, że będzie miał dla mnie bardzo ważne znaczenie. Ale tego dowiecie się później. Postanowiłam iść dalej. Doszłam do furtki i wzięłam pocztę. Gdy otworzyłam drzwi od razu przybiegł do mnie Domingo, czyli mój pies. Zaczął trącać mnie nosem z radości, że już wróciłam.  Jest labradorem o maści biszkoptowej. Adoptowałam go ze schroniska już rok temu, zdążył się już zadomowić i pokochać mnie. Codziennie wracając do domu skacze na mnie, liże, błaga o przysmaki i prosi o spacer. Zawsze chodzę z nim do pobliskiego parku i wybiegu dla psów, aby mógł się trochę wyżyć. Podczas zabawy Dominga z innymi psami spotykam moją chyba na razie najlepszą przyjaciółkę Elizę. Ona również ma psa, mianowicie Beagle, który wabi się Pączek. Wracając ze spaceru odprowadzam Elizę i kupuję pieczywo w pobliskiej, małej piekarni. Cały czas myślałam o wróżbie i nie wiedziałam co może znaczyć. Gdy przekroczyłam próg domu moje myśli zostały rozwiane jak chmury na niebie przez wiatr, lecz teraz przez pytanie mojej mamy:
- Córeczko mogłabyś pomóc mi zaprojektować ogród? Wiem, że masz talent, Alexis? – zapytała wiedząc, że znowu odleciałam na chmurce do krainy fantazji. Wyrywając mnie z marzeń odpowiedziałam tak, jakbym nie spała całą noc:
-Eee… tak zaraz wezmę szkicownik – powiedziałam bez namysłu wkopując się w zmarnowanie godziny na mało ważne rzeczy. Lecz z drugiej strony pocieszające było to, że będę miała gdzie się odprężyć. Już dawno planowałam kącik dla siebie pośród wysokich jałowców, czerwonych hortensji i oczywiście moich ulubionych fioletowych fiołków i magicznie pachnącego białego bzu. Postawię tam ławkę z dębowego drewna, które polakieruję aby miało jasny brązowy odcień. Dopełniając klimat zacisznego miejsca dodałabym mały strumyczek, którego woda płynie po małych kaskadach i szumi jak morze zamknięte w muszelce. Tak, to doskonały plan, oby tylko mam się zgodziła chociaż zasadzić jałowce, kwiaty i postawić ławkę. Nie wiem ile to będzie kosztować… Może nie jesteśmy milionerkami, ale ona zawsze chciała mieć piękny ogród, w którym będzie spędzać większość swojego wolnego czasu. A tą drugą część przeznaczy na opiekowanie się mną. Wpadłam na pomysł, który pewnie nie będzie zaakceptowany przez mamę, ale zawsze warto spróbować. Poszłam do kuchni gdzie mama przygotowywała obiad. Pachniało paellą! Wszyscy w rodzinie wiedzą, że ubóstwiam to hiszpańskie danie. Byłam bardzo zadowolona, a mama nuciła sobie piosenkę podczas gotowania, więc wróżyło to, że jest w anielskim humorze. Obawiając się jej reakcji zaczęłam powoli:
-Czuję, że pichcisz coś wybornego- starałam się powiedzieć to na luzie, lecz nie udało się, ponieważ gdy coś knuję nie umiem grać. Elizabeth (bo tak nazywa się moja mama) odpowiedziała stanowczo i z pewnością, że już coś uknułam:
-No dobrze, co znowu wymyśliłaś, słucham… - odpowiedziała z westchnieniem i rezygnacją. Już za dobrze mnie zna, muszę opracować nową strategię, tak aby miała ciężki orzech do zgryzienia.
-Wiem, że od dawna planowałaś zrobić ogród, w którym będą grządki z warzywami abyśmy jadły zdrowo. Więc jak już robimy zmiany to może zrobimy remont mojego pokoju na górze? Nie musimy zatrudniać fachowców, przecież farbę kupimy, pędzle i narzędzia są w piwnicy. Po deski na półki pójdziemy do pobliskiego tartaku, widziałam, że mają tam naprawdę duży wybór i jest tanio jak w Biedronce. Meble odmalujemy, okna jeszcze zimna nie przepuszczają, firanki szyje pani Jadzia z naprzeciwka, na pewno dużo nie weźmie ponieważ bardzo nas lubi i opiekowała się mną gdy byłam mała a ty byłaś w pracy. Nawet jak uda nam się tyle odświeżyć to będę się czuła jak w nowym pokoju.

-No nie wiem kochanie, dużo wyniesie ogród, zastanowię się i dam ci znać jak najszybciej, ok? – odpowiedziała mama. Od razu skupiłam się i wytężyłam szare komórki. Nie wiedziałam, że tak szybko pójdzie, ale wpadałam na genialny pomysł.
 Proszę o komentarze, wpisy w shoutboxie i +1 w Google Plus :)