IV [I]

SOBOTA  Bujna wyobraźnia, przerażające dźwięki, chatka, dziwne wskazówki.

Ten krzyk przeraził mnie wystarczająco, że chciałam zawrócić. Ale przecież nie mogłam zostawić Elizy w tym ciemnym lesie. Przecież w każdej chwili mógł wyskoczyć wilk albo mogła nadejść nawałnica i wszystkie drzewa połamałyby się. I jakaś czarna magia wessała by Elizę do czarnej dziury. I nie mogłabym temu zaradzić. I potem złapałyby mnie skrzaty leśnie. I uprowadziłyby mnie. Znalazłabym się w ich królestwie i wyszła za ich wodza. I moje dzieci byłyby kosmitami. I umarłabym pośród drzew w przestarzałym lesie. Zdążyłam wszystko przeanalizować w mojej głowie. Wydawało się trochę dziwne i głupie. Nie wiedziałam do tego momentu, że moja wyobraźnia jest taka bujna. Może zacznę pisać książki fantastyczne, a może zacznę pracować jako przedszkolanka i będę opowiadać dzieciom bajki? Ale nie… o czym ja myślę?! Muszę iść po Elizę! Zebrałam wszystkie myśli, spięłam się i spróbowałam wyciągnąć z siebie trochę odwagi na początek. Całość poszła jak po maśle, ale jednak charakterek zawiódł… Mówi się trudno, muszę zwalczyć swój problem. I tak zrobiłam. Przeszłam pierwsze dziesięć kroków i znów usłyszałam jęk. Ale ten był głośniejszy i dłuższy od poprzedniego. Strach obleciał mnie po całym ciele. Przerażenie sparaliżowało mi nogi i nie mogłam dalej się poruszyć. I nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno. Czułam jak powoli zasypiam w stuletni sen. Lecę między chmurami i łagodnie opadam na miękką i puszystą chmurę. I… leżę… Spałam smacznie dopóty, dopóki nie obudził mnie kobiecy głos…
Powoli otworzyłam oczy. Miałam przed sobą rozmazany widok kremowego sufitu. Nade mną wisiał żyrandol z prawdziwymi świeczkami. Nagle poczułam na policzku coś gorącego. Po chwili ogarnęłam się i zorientowałam się, że jest to wosk. Kapał beztrosko na mnie. I niespodziewanie moja wyobraźnia zaczęła pracować. „A co jeśli wosk zaklei moją całą twarz?”. Poczułam ukucie w ramieniu i szybko zasnęłam.

Proszę o komentarze, wpisy w shoutboxie i +1 w Google Plus J

!!! 5 komentarzy = ciag dalszy!!!

III

SOBOTA  Na odludziu, nie ma na mapie, spotkanie, zagadka?!

Po wczorajszej radości nie mogłam spać. Całą noc leżałam na łóżku próbując zasnąć. Dziś jest ten dzień gdy dowiemy się czegoś więcej, lub po prostu dostarczymy zwykły list. No cóż okaże się. Oczywiście standardowo joga mamy obudziła mnie o szóstej, więc nie miałam wyboru. Poszłam do łazienki ogarnąć się, potem zeszłam na śniadanie. Dziś zaszła jakaś zmiana, mianowicie mama zrobiła mi naleśniki z czekoladą, a sobie jajecznicę. Później usiadła na kanapie i gadała przez godzinę ze swoją przyjaciółką ze studiów – Alice. Rozmawiały o jakiejś szkole z internatem, o córce Alice Jane, że ja i ona powinnyśmy się spotkać i gdzieś razem wyjść. Bezzwłocznie jakiś głos w mojej głowie krzyknął „ona jest okropna!”. Gdy skończyłam jeść od razu zadzwoniłam do Elizy. Umówiłam się z nią w parku, przy fontannie w kształcie serca. Około dwunastej byłam już na miejscu, zobaczyłam ją biegnącą z kubkiem kawy z Starbucks, która wylewała jej się na boki. Cała zdyszana wykrztusiła z siebie:
- Sorry za spóźnienie, ale znowu ta staruszka z czwartego piętra schodziła po schodach jak ślimak. Nie mogłam się przecisnąć, bo kilka schodków niżej czekał na nią mąż, a przecież wiesz, że winda nie działa! – powiedziała to tak prawdziwie, że jej uwierzyłam, co zdarza się bardzo rzadko. Bo jak czasami spóźnia się na lekcje wymyśla tak dziwne, ale wiarygodne usprawiedliwienia, że nauczyciele w ogóle się jej nie czepiają. Ja znam Elizę, jeśli chodzi o szkołę to jest zawodową aktorką. Lecz gdy się razem spotykamy to jest szczera do bólu, o wszystkim mi opowie. Czuję, że bardzo mi ufa i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Dobra zmieniam temat, ponieważ nie chcę zagłębiać się w nasze relacje. Choć przyznam nie mamy nic do ukrycia. Zaczęłam tak:
-Nie czekałam długo, wieeeeesz…  - przedłużyłam to e bo zapomniałam jej powiedzieć, że teraz pójdziemy dostarczyć „wróżbę”.
-Alexis? Trochę za długie to „wiesz”, co chcesz mi powiedzieć? – zapytała nie pewnie, lecz z ciekawością. Ona jest taka ciekawska, że nic przed nią nie ukryjesz. Poczekałam chwilę aby dobrać odpowiednie słowa, szybko ułożyłam formułkę w głowie, podczas gdy Eliza usiadła na ławce i dopijała kawę.
-Zapomniałam ci powiedzieć przez telefon, że dziś pójdziemy do Jadwigi Noskowskiej – starałam się powiedzieć to szybko, bo bałam się jej reakcji. Okazało się, że chwilę zajęło jej przyjęcie tej informacji. Po jakiś pięciu minutach milczenia, z jej wyrazu twarzy odczytałam, że jest zaskoczona, trochę zła, ale gotowa do drogi i na spotkanie z tą panią.
-Czemu mi nie powiedziałaś?! – krzyknęła ze złością – Przecież przygotowałabym jakiś plan, mapę, dokładnie sprawdziła autobusy, wyszukała w szafie jakiś fajnych ciuszków i odpowiedzi na pytania tej pani. A teraz po pierwsze wyglądam tragicznie! A przecież to jak człowiek prezentuje się ze zewnątrz też jest ważne! Niestety źle to rozegrałam, musiałam wysłuchać jej narzekania i szczerze czułam się trochę winna, że nie powiadomiłam jej o tej wyprawie. Jednak pogodziłyśmy się i poszłyśmy do kiosku kupić mapę, bilety autobusowe, żumę do gucia i soki owocowe. Gdy miałyśmy już cały ekwipunek należało sprawdzić jaki adres widnieje na kartce. Ciężko było nam rozczytać rozmazaną nazwę ulicy. Lecz obie sądziłyśmy, że na Krokusów 26a. Ja zaczęłam szukać tej nazwy na mapie, a Eliza weszła do Internetu i sprawdzała jaki autobus tam kursuje (na szczęście ten park miał Wi Fi, może nie najlepsze, ale jakoś działało). Gdy już ogarnęłyśmy miejsce, poszłyśmy na przystanek. Czekałyśmy całe dwadzieścia minut na ten autobus, ponieważ okazało się, że nie kursuje tak często. Więc słuchałyśmy muzyki z telefonu Elizy. Ona ma chyba jakieś dwieście piosenek różnych wykonawców, od reggae, przez rap i hip hop do popu i rocku. Według mnie najfajniejsza to „Move” zespołu Little Mix. Wreszcie przyjechał ten autobus, wsiadłyśmy. Był zupełnie pusty, trochę nas to przeraziło i nagle…
***
Wreszcie przyjechał ten autobus, wsiadłyśmy i był zupełnie pusty. Trochę nas to przeraziło i nagle zza jednego fotela wyskoczył clown grający na akordeonie i harmonijce jednocześnie! Ze strachu krzyknęłyśmy tak głośno, że ludzie mieszkający w kamieniczce przy przystanku wychylili swoje głowy za okna sprawdzić co się stało. Jak to zwykle jakaś babka zaczęła coś tam gadać pod nosem. Ach ci ciekawscy ludzie, tylko pouczają. No cóż, trochę byłyśmy zawstydzone, bo niekiedy zdarza się aby ktoś krzyczał na pół miasta i swoim donośnym głosem straszył wszystkie ptaki przy fontannie. Wchodząc do autobusu od razu wdarł się nam do nosów ten obrzydliwy zapach publicznego transportu. Usiadłyśmy przy wejściu aby móc oddychać gdy autobus się zatrzyma na przystanku. Na planie postojów nasza wysiadka była na samym końcu trasy, więc mogłyśmy zasnąć, czytać magazyny o modzie lub siedzieć na Facebooku na telefonie. Niestety sieć Wi-Fi  Orange_FunSpot nie miała dobrego sygnału więc pozostało tylko grać w gry. Przez bite czterdzieści pięć minut wlepiałam gały w telefon. Już sądziłam, że oczy zaraz mi wysiądą. Na szczęście nie wystrzeliły mi jak pociski z armaty. Wyglądając przez okno widziałam las, pola uprawne i w sumie nic innego. Nie wiedziałam, że to jest na jakimś pustkowiu, przez to od razu się zniechęciłam. Uratował mnie głos, który powiedział „następny przystanek Krokusy”. Byłam w siódmym niebie gdy to usłyszałam. Obudziłam Elizę, która jak zwykle lubi pospać sobie nawet na lekcjach. Jestem ciekawa czemu zasnęła? Przecież jest weekend, nie musiała się uczyć, robić projektów ani dobierać ciuchów aby Lucas bardziej zwracał na nią uwagę. Gdy ją budziłam trochę gadała od rzeczy*. Wysiadłyśmy w małej wsi. Na horyzoncie było widać kilka domków jednorodzinnych, sklepik spożywczy i punkt wymiany butli gazowych. Było czuć czyste powietrze z lasu i zapach świerków. Charakterystyczny swojski zapach wsi, krów, stodoły i świeżo skoszonej trawy. Podeszłyśmy kawałek do pola, na którym były wielkie stogi siana, którego woń roznosiła się na wszystkie okoliczne domki. Usiadłyśmy na złotym jak słońce sianie i próbowałyśmy ogarnąć mapę.
-Z tego co widać na planie powinnyśmy iść tam – i wskazałam leśną, nierówną, piaszczystą drogę. Sama zdziwiłam się bo mapa nie ukazywała żadnego lasu ani drogi. Tylko w tym miejscu jest zaznaczony budynek. A Krokusy zaczynają się za lasem.
-Ale jesteś pewna, że w tamtą stronę? – Eliza zapytała z niedowierzaniem.
-Cóż nie ma innego wyboru, bo w drugą stronę jest ulica Kosodrzewiny – odpowiedziałam – świat do odważnych należy. Od razu przez moją głowę przeleciała słuszna uwaga, że w takim razie świat nie należy do mnie. Lecz Eliza była z tego powodu bardziej chętna. Odważnie zaczęła stawiać kroki ku lasu. Nie miałam wyboru, musiałam iść za nią. Idąc tą wąską drogą, w sumie nie można było nazwać tego drogą… raczej ścieżką. Nie miała nawet metra szerokości! Mimo iż było południe to w lesie było ciemno, chłodno i przerażająco. Muszę się przyznać, że szłam za Elizą z duszą na ramieniu. Wiał porywisty wiatr, liście szeleściły na drzewach, cały las szumiał tak, że czułam się jak w pułapce. Słyszałam jak huczała sowa, jak między krzakami  granatowych jagód i czerwono – różowych malin biegał lis. Nie rozumiem tego jak Eliza szła tak pewna siebie nie zwracając uwagi na przerażające dźwięki i biegające dzikie zwierzęta? Ona jest chyba ze stali jak robot. Zatrzymałam się na chwilę aby zawiązać buty, a Eliza poszła kilka kroków dalej i zniknęła z mojego pola widzenia. Zapadła tajemnicza cisza. Nie słyszałam kroków przyjaciółki, toczących się kamieni ani przesypującego się piasku. Nagle usłyszałam głośny krzyk…

*(notka z życia prywatnego – gdy budziłam koleżankę na wartę w nocy, spytała czy nie chcę czekolady)

Proszę o komentarze, wpisy w shoutboxie i +1 w Google Plus J

!!! 5 komentarzy = ciąg dalszy!!!






II

PIaTEK   info ze szkoły, pierwsze sygnały?! A może tylko świruję…

O szóstej rano obudziły mnie ćwiczenia mamy – joga. Zawsze o poranku, gdy jeszcze wszyscy smacznie śpią, zaczyna „oddechem smoka”. Jest to mega denerwujące, ponieważ w całym domu słychać dźwięki jakby rodziła! Cała zaspana owijam się miękką kołdrą w czarne kokardki i schodzę na dół aby ją uciszyć. Schodząc po  schodach zakręconych, jak lody włoskie wpadam do salonu i odcinam jej prąd. Lecz mama zachowuje się jakby nic się nie stało i wykonuje pozycję odprężonego jaguara. Przyznam, że wygląda to śmiesznie w piżamie w centki. Ogarnąć poranek – to zadanie wymaga wiele wytrwałości, cierpliwości i energii. Po zakończeniu ćwiczeń uspokajających, mama robi śniadanie. Przeważnie tosty z serem i z szynką, szklankę soku pomarańczowego i babeczkę z malinami. Jest to mój najukochańszy posiłek dnia, oczywiście pomijając paellę. Po długiej „męczącej” nocy idę na relaksującą kąpiel z bąbelkami i musującymi kapsułkami, w kształcie gwiazdek. Nie mam zamiaru próbować jogi. Następnie ubierając się wchodzę na Facebooka. Codziennie mam mnóstwo wiadomości do przeczytania. Dziś założyłam kremowo – czarną sukienkę mohito i czarne sandały. Wiem, że taki komplet bardziej pasuje na lato, ale w sumie mamy maj, który jest wyjątkowo ciepły. Od kiedy oczy zaklejone najlepszym klejem na świcie, (snem) otworzyły się po raz pierwszy dzisiaj, głowę zaśmieciły my pomysły na nowy pokój. Spokoju nie dawały mi myśli jak rozwiązać ten problem. Ale to odłożymy na jutro, dziś mamy dostać informacje od dyrektora o jakiejś wielkiej sprawie. Wychodząc z domu (przy okazji zapominając o projekcie na angielski) wspomniałam mamie, że dziś wrócę później. Biegnąc na przystanek spotkałam Elizę, która targała ze sobą gigantyczny plakat. Po wyrazie jej twarzy oceniłam, że nie jest w najlepszym humorze. Chcąc czy nie chcąc zagadałam ją:
-Jak tam układa się z Lucasem? – zapytałam, nie zwracając uwagi na jej strój, który nadawał się chyba na zimę. Przecież są dwadzieścia dwa stopnie! Jej dzisiejszy look składał się z morskiego swetra, dżinsów i jasnoniebieskich convers’ów. No cóż, można przyznać, że ma fajne ciuchy, lecz nie ma wyczucia, kiedy, które założyć K. Może w zimę przyjdzie w miniówce i sandałach :).
-Nieźle, ale na razie ma dużo zajęć i mało czasu dla mnie – odpowiedziała ze smutkiem w głosie. Wydawało się, że on już jej nie obchodzi. Nie będę wtrącała się w nie swoje sprawy, może sobie jakoś poradzi dziewczyna… Gdy nadjechał nasz żółty, szkolny autobus wsiadłyśmy i usiadłyśmy na samym końcu. Przy drzwiach przywitał nas kierowca i dał nam po krówce ciągutce. Chyba każdy uczeń naszego liceum lubi pana Mirka, zawsze podczas drogi do szkoły opowiada swoje historie, różne dowcipy i częstuje cukierkami. Dojechaliśmy do budynku. Wyszłam jako pierwsza z Elizą i podążyłyśmy w kierunku drzwi. Przy wejściu stał woźny, który sprawdzał buty. Tak, nasz dyrektor zarządził, że codziennie będą sprawdzane buty aby podłogi były czyste. W sumie to chyba woźny jest od mycia podłóg, możliwe, że nie mają jak mu płacić, ale to nie jest najważniejsze. Pierwsza była przyroda. Normalna masakra! Babka zrobiła nam niezapowiedzianą kartkówkę z budowy człowieka. Przecież nie przerobiliśmy całego tematu. Na szczęście dziś był mój szczęśliwy numerek, więc tak jakby los uśmiechnął się do mnie. Później był polski, matma, historia, wf i znowu polski. Podczas przerwy obiadowej zeszłam na stołówkę i kupiłam obiad. Chyba los mi dziś sprzyja, bo było spaghetti z serem. Bardzo lubię to danie ponieważ nie jem go często, gdyż moja mama ma obsesję na punkcie paelli (tak jak ja). Usiadłam przy stoliku ze znajomymi z klasy. Prowadzili dyskusję na temat wymiany międzynarodowej naszych uczniów. Zainteresowałam się tą sprawą, ponieważ może ktoś zamieszka ze mną. Nagle wszedł dyrektor, stanął na stoliku z megafonem i zaczął przemawiać:
-Kochani uczniowie, chciałbym Wam przekazać, że w najbliższy poniedziałek przyjadą do nas uczniowie z Anglii. Będą na wymianie przez miesiąc, więc proszę abyście przyjęli ich z radością. Po lekcjach niech zgłoszą się do mnie następujący uczniowie... – i zaczął wymieniać osoby z mojej klasy, równoległej i nagle usłyszałam swoje nazwisko o mało nie zemdlałam… Przez chwilę zamarłam i nagle obudziłam się, jakby ze stu letniego snu, pośród czerwonych róż, miliona rycerzy, giermków i wysokich, marmurowych kolumn. Zorientowałam się, że wszyscy się na mnie gapią i od razu pobiegłam na zajęcia. Podczas geografii rozmyślałam o tej całej wymianie. W sumie może trafi mi się jakaś fajna osoba, (w duchu błagałam aby była to dziewczyna!!!). Ciekawe co powiedziałaby mama gdy dowie się, że musimy dzielić dom z nieznajomą osobą. Ona może wybuchnąć gdy tajemniczy z wymiany nie będzie umiał zrobić sobie śniadania lub skorzystać z naszego prysznica! Nasza łazienka jest duża i prosta w obsłudze. Bo kto nie umiałby odkręcić kranu, spuścić wody w toalecie i myć się pod prysznicem deszczowym. Przed przyjściem do mojego domu uprzedzę ją albo go przed furiami mojej matki. Gdy kontynuowałam planowanie przyjazdu Angielki lub Anglika w korytarzu, usiadła obok mnie Eliza. Na szczęście ona rozumie mnie najlepiej ze wszystkich ludzi na świecie. Naprawdę to cud ponieważ trudno jest mi coś upodobać i mnie rozgryźć. Od razu gdy chciałam powiedzieć „cześć” wybuchła jak bomba atomowa i zaczęła nawijać o swoich planach na weekend, o Lucasie, o wakacjach, o możliwej przeprowadzce… Wydawało mi się to trochę dziwne bo jej rodzice planowali to za cztery lata, więc czym ona się przejmuje? No cóż, musiałam ją wysłuchać jako dobra koleżanka. Naprawdę nigdy mi się tak nie wyżaliła, wygadała, aż się zmęczyła i wypiła sok z granatu. Potem wyjęła z torby tosty z serem, szynką i chyba keczupem. Nie udało mi się dojrzeć co tam jeszcze miała bo błyskawicznie włożyła go do ust. Bardzo rzadko zdarza się, żeby coś mogło ją uciszyć i uspokoić aby już przestała terkotać jak katarynka. Gdy ona zapychała się tostem mogłam nareszcie jej opowiedzieć o moich wydarzeniach z mego, starego życia, które trwało wczoraj i kilka dni wcześniej. Zdając relacje z wymiany uczniów, nowego pokoju, budowania ogrodu i nowej sukienki zdecydowałam się, że powiem jej o tej dziwnej kartce na drzewie. Lecz najpierw wyjdziemy na zewnątrz. Poszłyśmy do małego skweru po drugiej stronie ulicy i usiadłyśmy na brzegu fontanny, która pryskała orzeźwiającą wodą. Zaczęłam opowieść o tej niezwykłej chwili gdy czułam, że coś jest za mną. Miałam wrażenie, że coś ciągnie mnie do niej, że muszę tam podejść. Uległam tej magicznej sile i wzięłam kartkę. Jak się później okazało była zaadresowana do Jadwigi Noskowskiej, lecz czytając treść nie byłam pewna aby to był list. Znaczenie słów nadawało urok przepowiedni. Gdy dokończyłam czytać ostatnie słowo poczułam, że coś we mnie zaczęło pękać i burzyć się. Nie było to wtedy bardzo mocno odczuwalne ale jednak przykuło moją uwagę. Sądziłam, że tylko boli mnie brzuch. Później nieco się ustabilizowało, lecz tajemnicze jak to można nazwać… „sygnały” wracały. Miałam złe przeczucia, że może już nadszedł mój czas, ale nie lepiej nie dramatyzujmy tylko myślmy pozytywnie. Gdy Eliza wysłuchała była pod wrażeniem, lecz nie do końca mi wierzyła. Postanowiła to sprawdzić i potoczyć tajemniczą sprawę dalej. Mianowicie sądzi aby dostarczyć kartkę adresatowi i poczekać. A gdy zacznie się dziać coś dziwnego, to zapoznać się z tym i stawić temu czoło. Nie wiecie jak się ucieszyłam gdy ona wzięła tą sprawę na serio i tak się w nią zaangażowała! Cała promieniałam i nie mogłam przestać się uśmiechać.
!!! 5 komentarzy = ciag dalszy!!!
Proszę o komentarze, wpisy w shoutboxie i +1 w Google Plus J

I

ROZDZIAŁ I

                W bujnym, zielonym lesie nad lazurowym, przejrzystym jeziorem, w którym żyje mnóstwo ryb i roślin, na środku małej polanki, na którą przybywają zwierzęta z lasu, rośnie wielkie drzewo. Rozwija się i wzrasta w blaskach księżyca. Co noc iskry z nieba wnikają do liści, napełniając je magicznym pyłem. Ma szeroki pień, a w środku tunel prowadzący w głąb ziemi. Jego kwiaty i owoce mienią się we wszystkich kolorach tęczy, jego blask oświetla cały las. Zwierzęta czujące niepokój biegną do niego aby uchroniło je od zła. Lecz jeśli chodzi o krąg życia, to nie można tego uniknąć. Muszą pogodzić się ze swoim losem i przeznaczeniem. Człowiek, stojąc przy nim czuje wokół siebie zaczarowaną aurę, która oczyszcza umysł ze wszystkich problemów, zwątpień. Poznajesz siebie, w głębi duszy dowiadujesz się niezwykłych rzeczy o sobie, wspominasz najważniejsze wydarzenia w swoim życiu. Uważasz, że twoje istnienie na świecie to baśń, niekończąca się na wieki. Masz wrażenie, że jesteś otwartą księgą na wszystko! Siedząc w jego cieniu wiesz co wydarzy się jutro, rozmyślasz o przyszłości i wierzysz w siebie. Nareszcie wiesz, gdzie jest Twoje miejsce na Ziemi. Poznajesz powołanie, do którego zostałeś stworzony. Posiadasz natchnienie do tworzenia, nabierasz odwagi, do robienia rzeczy niemożliwych. Przemieniasz się w osobę pewną siebie i ciesząca się ze swojego życia. Twoje myśli wnikają do drzewa, ono poznaje historię Twojego istnienia. Tutejsi ludzie mówią, że nimfy, które przybyły ze swojej krainy napisały w środku pnia słowo „Paradise”. Użyły fioletowego pyłu, oznacza on, że niedługo przybędzie ktoś kto pokona Mroczną Magię. Słowo oznacza niebo więc życie, które jest w ziemi może przestać istnieć, jeśli nie pojawi się ta wybrana osoba.
Tak samo było z Alexis. Od małego była nieśmiała, sama bawiła się w przedszkolu, wymyślała sobie przyjaciół. Nie dzieliła się wrażeniami z innymi. Będąc w Hiszpanii relaksowała się na plaży, wśród kojącego szumu morza. Gorący piasek przesypywał się między jej palcami, fale przynosiły wiele muszelek i bursztynów, z których robiła bransoletki i naszyjniki. Od siedmiu lat zawsze nosi łańcuszek ze złotym bursztynem, który zrobiła jako dziesięciolatka ze swoją mamą gdy były na Wyspach Kokosowych nad Basenem Kokosowym oraz zrobiły swoje rzeźby głów z kokosów (Ocean Indyjski, na Północny zachód od Australii). W pamiętniku zapisywała swoje pomysły, złote myśli oraz opisywała swoje fantazyjne dzieła. Robiła dziennik swoich podróży, przeżyć i wklejała zdjęcia z tych miejsc. Posiada już duży kolaż, który ciągle się zapełnia.

CZWARTEK, 4.12.2003   „Dzień jak co dzień, lecz niekoniecznie”
Wróciłam jak zwykle ze szkoły. Idąc ulicą oświetloną milionem latarni z ozdobami świątecznymi i białym puchem dokoła, miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie. Lecz gdy spojrzałam się do tyłu nie było tam nikogo, tylko na wietrze powiewała kartka. Podeszłam do drzewa i zdjęłam ją. Cała była w płatkach śniegu, napis był trochę rozmazany od wilgoci, lecz udało mi się przeczytać treść. Jak się później okazało była to jakby wróżba. Usuwając zamarzniętą wodę zauważyłam, że była zaadresowana do niejakiej Jadwigi Noskowskiej. Zdecydowałam, że wręczę ją do odbiorcy. Na początku tekst napisany na kartce w ogóle mnie nie interesował, ponieważ nie lubię wtrącać się w nie swoje sprawy. Jednak okazało się, że będzie miał dla mnie bardzo ważne znaczenie. Ale tego dowiecie się później. Postanowiłam iść dalej. Doszłam do furtki i wzięłam pocztę. Gdy otworzyłam drzwi od razu przybiegł do mnie Domingo, czyli mój pies. Zaczął trącać mnie nosem z radości, że już wróciłam.  Jest labradorem o maści biszkoptowej. Adoptowałam go ze schroniska już rok temu, zdążył się już zadomowić i pokochać mnie. Codziennie wracając do domu skacze na mnie, liże, błaga o przysmaki i prosi o spacer. Zawsze chodzę z nim do pobliskiego parku i wybiegu dla psów, aby mógł się trochę wyżyć. Podczas zabawy Dominga z innymi psami spotykam moją chyba na razie najlepszą przyjaciółkę Elizę. Ona również ma psa, mianowicie Beagle, który wabi się Pączek. Wracając ze spaceru odprowadzam Elizę i kupuję pieczywo w pobliskiej, małej piekarni. Cały czas myślałam o wróżbie i nie wiedziałam co może znaczyć. Gdy przekroczyłam próg domu moje myśli zostały rozwiane jak chmury na niebie przez wiatr, lecz teraz przez pytanie mojej mamy:
- Córeczko mogłabyś pomóc mi zaprojektować ogród? Wiem, że masz talent, Alexis? – zapytała wiedząc, że znowu odleciałam na chmurce do krainy fantazji. Wyrywając mnie z marzeń odpowiedziałam tak, jakbym nie spała całą noc:
-Eee… tak zaraz wezmę szkicownik – powiedziałam bez namysłu wkopując się w zmarnowanie godziny na mało ważne rzeczy. Lecz z drugiej strony pocieszające było to, że będę miała gdzie się odprężyć. Już dawno planowałam kącik dla siebie pośród wysokich jałowców, czerwonych hortensji i oczywiście moich ulubionych fioletowych fiołków i magicznie pachnącego białego bzu. Postawię tam ławkę z dębowego drewna, które polakieruję aby miało jasny brązowy odcień. Dopełniając klimat zacisznego miejsca dodałabym mały strumyczek, którego woda płynie po małych kaskadach i szumi jak morze zamknięte w muszelce. Tak, to doskonały plan, oby tylko mam się zgodziła chociaż zasadzić jałowce, kwiaty i postawić ławkę. Nie wiem ile to będzie kosztować… Może nie jesteśmy milionerkami, ale ona zawsze chciała mieć piękny ogród, w którym będzie spędzać większość swojego wolnego czasu. A tą drugą część przeznaczy na opiekowanie się mną. Wpadłam na pomysł, który pewnie nie będzie zaakceptowany przez mamę, ale zawsze warto spróbować. Poszłam do kuchni gdzie mama przygotowywała obiad. Pachniało paellą! Wszyscy w rodzinie wiedzą, że ubóstwiam to hiszpańskie danie. Byłam bardzo zadowolona, a mama nuciła sobie piosenkę podczas gotowania, więc wróżyło to, że jest w anielskim humorze. Obawiając się jej reakcji zaczęłam powoli:
-Czuję, że pichcisz coś wybornego- starałam się powiedzieć to na luzie, lecz nie udało się, ponieważ gdy coś knuję nie umiem grać. Elizabeth (bo tak nazywa się moja mama) odpowiedziała stanowczo i z pewnością, że już coś uknułam:
-No dobrze, co znowu wymyśliłaś, słucham… - odpowiedziała z westchnieniem i rezygnacją. Już za dobrze mnie zna, muszę opracować nową strategię, tak aby miała ciężki orzech do zgryzienia.
-Wiem, że od dawna planowałaś zrobić ogród, w którym będą grządki z warzywami abyśmy jadły zdrowo. Więc jak już robimy zmiany to może zrobimy remont mojego pokoju na górze? Nie musimy zatrudniać fachowców, przecież farbę kupimy, pędzle i narzędzia są w piwnicy. Po deski na półki pójdziemy do pobliskiego tartaku, widziałam, że mają tam naprawdę duży wybór i jest tanio jak w Biedronce. Meble odmalujemy, okna jeszcze zimna nie przepuszczają, firanki szyje pani Jadzia z naprzeciwka, na pewno dużo nie weźmie ponieważ bardzo nas lubi i opiekowała się mną gdy byłam mała a ty byłaś w pracy. Nawet jak uda nam się tyle odświeżyć to będę się czuła jak w nowym pokoju.

-No nie wiem kochanie, dużo wyniesie ogród, zastanowię się i dam ci znać jak najszybciej, ok? – odpowiedziała mama. Od razu skupiłam się i wytężyłam szare komórki. Nie wiedziałam, że tak szybko pójdzie, ale wpadałam na genialny pomysł.
 Proszę o komentarze, wpisy w shoutboxie i +1 w Google Plus :)

..opis..


          OPIS POSTACI




Wygląd zewnętrzny: brązowo-czekoladowe, lekko falowane włosy, brązowe oczy, szczupła sylwetka.

Ma 17 lat. Uczęszcza do liceum artystycznego. Mieszka w Hiszpanii, w mieście Las Palmas de Grand Canaria. Dodatkowo chodzi do szkoły tanecznej. Tańczy hip hop, jazz i modern. Pasjonuje się sztuką, w wolnym czasie maluje na muralu w swoim pokoju. Najbardziej lubi szarlotkę, naleśniki z syropem klonowym oraz paellę*. Kocha sport, chodzi na treningi z siatkówki oraz na fitness. Pozornie wydaje się, że jest towarzyska i uwielbia przygody, lecz jest nieśmiała i zamknięta w sobie. 

Alexis przeżyje największą przygodę swojego życia, która odmieni ją na zawsze. Dzięki zaczarowanemu drzewu, które rośnie w magicznych blaskach księżyca.



* paella-hiszpańska potrawa jednogarnkowa, na bazie ryżu i szafranu.





Wygląd zewnętrzny: proste, ciemny-blond włosy, szaro-fiołkowe oczy, szczupła sylwetka. 

Ma 17 lat, chodzi do liceum sportowego. Mieszka w Meksyku. Trenuje siatkówkę oraz ubóstwia czytać 

książki. Najbardziej interesują ją fantasy, ale też przygodowe, pełne akcji. Bardzo lubi muzykę. Komponuje 

piosenki i gra na ukulele. 

Sophie to dziewczyna posiadająca magiczne moce. Pochodzi z nadzwyczajnej krainy, w innym wymiarze, w 

której są tajemnicze siły nie do pokonania. Ukrywa swoje prawdziwe wcielenie, mianowicie jest elfem. 

Przemienia się w nocy. Nikt jej nie widział podczas przeobrażenia i powrotu do wyglądu człowieka. Posiada rdzenne imię Crystal.






Wygląd zewnętrzny: złoto-blond, proste włosy, szaro-niebieskie oczy, szczupła sylwetka.

Ma 16 lat, chodzi do liceum muzycznego. Mieszka na Hawajach. Śpiewa, tańczy, gra na harfie i występuje na deskach sławnego teatru na Hawajach. Kocha nurkować w oceanach, oglądać rafy koralowe, badać podwodne jaskinie i poznawać życie wodnych zwierząt. Ma bardzo napięty grafik zajęć,  ponieważ chce się dostać do Oxfordu*. Najbardziej lubi lato gdyż może całymi dniami surfować. Po prostu wodna dziewczyna.

Gdy Lelia znajdzie się w magicznym miejscu, zobaczy coś niewiarygodnego przechodzącego ludzkie pojęcie. Zmieni się w istotę posiadającą moce do uzdrawiania zwierząt.


Nowy Początek

Hejka

Tego bloga poświęcę na książkę, (w sumie to bardziej jakaś powieść, opowiadanie, no coś w tym stylu). Moje koleżanki z klasy zaczęły teraz pisać książki. Postanowiłam, że może też spróbuję. Moja "książka" będzie nosiła tytuł "Fiołkowe oczy i magiczna przyjaźń", (tak jak nazywa się mój blog).
Będzie to opowieść o nieśmiałej dziewczynie z Hiszpanii, która zmienia swoje nastawienie do świata odbywając pełną wrażeń podróż do magicznej krainy.

Rozdziały będą wychodziły wtedy kiedy uda mi się napisać.
Dzięki i Pozdrowienia :)
                                                                                                                       FANTASTIC19

P.S. Na razie nie zdradzę Wam mojego imienia :D Bejbe, bejbe, bejbe oooooooo NIE!!!bieber.ogg